30 listopada 2014

Freizeit po szwajcarsku

Niedawno córka zapytała, ile mam lat. Kiedy podałam jej niechętnie acz zgodnie z prawdą TĘ cyfrę, po namyśle stwierdziła, że nie jestem jeszcze stara, tylko średnia , tak jak ona.. Ulżyło mi okropnie i z wdzięczności zaproponowałam wspólne wyjście na plac zabaw.

W naszym szwajcarskim miasteczku, najpopularniejszym placem zabaw jest ten przyklasztorny. Można tu spotkać dzieci i miejscowe, i z okolicznych wsi, jak i turystów. Te miejscowe niekonieczne są niemieckojęzyczne. Spotykałyśmy tu Włochów, Serbów, Słowaków, Francuzów i raz polską rodzinę. Głośno rozmawiali ze swoim dzieckiem po niemiecku a między sobą, prawie szeptem - po polsku.. Polska Mama patrzyła na mnie dosyć zniesmaczona, kiedy standardowo pokrzykiwałam na swoją córkę - Uważaj.. uważaj bo spadniesz..! 
"Achtung.. achtung Amelia" zapewne byłoby bardziej na miejscu..:-)

Plac zabaw został zgrabnie wkomponowany w ogród otaczający Klasztor. Każdy może tam znaleźć miejsce dla siebie. Część „wypoczynkowa” znajduje się bliżej kościoła i jest oddzielona od części "zabawowej" dużym klombem  z efektownymi krzewami i kwiatami. Atrakcje dla dzieci w postaci huśtawek, zjeżdżalni, zwierzątek na sprężynach, piaskownicy a nawet tego "czegoś" na zdjęciu powyżej, idealnie wpasowują się w klimat tego miejsca. Instalacje zostały przewidziane dla dzieci w różnym wieku. A dla „starszaków” i ich rodziców, urządzono bardzo ciekawe pole do mini-golfa.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                     
Największą atrakcją dla większości dzieci jest jednak pompa do wody z zamontowanym kilkumetrowym kanałem i systemem śluz. Woda pochodzi ze źródełka Madonny, o którym pisałam tutaj
Moje dziecko przy tej pompie zawierało pierwsze przyjaźnie polsko-szwajcarskie. Początkowa konsternacja - Mamo.. oni nie mówią w moim języku..! - szybko minęła. Okazało się, że kucyki Pony przełamują wszelkie bariery.. Później rozmowy przenosiły się na wyższy poziom - Jak to było, że ile mam "jare alt" ?. A po kilku dniach dziecię zastrzeliło mnie tekstem, że idzie na Szpilplac i to zupełnie sama.. Zaczęłam szukać w pamięci znaczenia tego słowa, zaczynając od filmów o niemieckiej okupacji.. potem w połączeniu, że „sama”, czyli beze mnie..?!
Przecież nawet w Polsce nie wychodziła sama na podwórko przed domem.
Osobna kwestia to nasz, polski model wychowywania dzieci, który przeciętna Szwajcarka nazwałaby,  nawet nie nadopiekuńczym, tylko pewnie histerycznym.

W Szwajcarii - najbezpieczniejszym kraju świata, nikt nie zamyka samochód z zakupami na parkingu w centrum miasta, mieszkań na noc, rodzice wychodzą z dziećmi na plac zabaw tylko po to, żeby pogadać z innymi rodzicami a zostawione oryginalne zabawki, leżą 2 dni i  nikt ich nie rusza.. no chyba, że po 2 dniach służby sprzątające je zutylizują.. :-). Nie wiem, jak to wygląda w innych rejonach kraju ale w tym miasteczku, tak jest i już.

Bardzo fajnym miejscem, nie tylko dla dzieci jest Morschach Swiss Holiday Park. Jest to park rozrywki o bardzo szerokiej ofercie dla każdego i na każdą porę roku. Przepięknie położony nad Jeziorem Czterech Kantonów w południowej części kantonu Schwyz, niedaleko miejscowości Brunnen. W lesie rozciągającym się na wysokim brzegu jeziora, utworzono ścieżki do pieszych wędrówek z miejscami do ćwiczeń i odpoczynku. W części lasu zainstalowano park linowy. Są też miejsca na ogniska i plac zabaw dla mniejszych dzieci. Można spędzić kilka godzin spacerując po tym lesie i jest to dopiero niewielka część tego, co oferuje Swiss Holiday Park. Tutaj można zapoznać się z całą ofertą parku http://www.swissholidaypark.ch/en/


Niestety, nie było nam dane zabawić się odpowiednio w tym parku. Cały dzień siąpił deszcz, było zimno i ponuro.  Do tego jedna z nas, nie powiem która, bo przecież obie jesteśmy „średnie”, wybrała się w letnich bucikach, na szczęście nie na obcasie… 
Tak więc Park został wpisany na listę „zobaczyć jeszcze raz”.



Szwajcaria to kraj, w którym aktywne formy spędzania czasu typu: chodzenie po górach, jazda rowerem, nordwalking, bieganie - są czymś normalnym, uprawianym dla przyjemności i bez względu na pogodę.
Podobnych miejsc do Swiss Parku znajdziecie więc wiele.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz