17 grudnia 2014

Na szlaku... część 2


W poprzednim wpisie zamieściłam kilka górskich, iście pocztówkowych widoczków z naszych pieszych wędrówek po Central Schweiz. Dziś podzielę się moimi refleksjami z samochodowych wycieczek po tym regionie.
Szwajcaria to mały kraj i wszędzie jest blisko. Jeśli ktoś chciałby zwiedzić kraj całościowo - sieć szwajcarskich kolei umożliwi to szybko i w komfortowych warunkach. Natomiast kiedy się mieszka na szwajcarskiej wsi, dobrze jest dysponować własnym autem aby nie być uzależnionym od komunikacji publicznej np. żółtych autobusów pocztowych - Swiss Post ma monopol na szeroko pojęte usługi komunikacyjne - gdzie takie pojedyncze przejazdy słabo się kalkulują finansowo.
Obcokrajowcy, szczególnie z pewnych rejonów Europy, podróżujący własnym samochodem po małych miasteczkach i wioskach, muszą się przygotować, że lokalna policja przynajmniej raz się nimi zainteresuje. Nie dlatego, że się coś przewiniło na drodze, ale tak "just in case", zapytają skąd jesteś, co tu robisz, gdzie się wybierasz, czy nie potrzebujesz pomocy! Taka szwajcarska gościnność:) Co ważne, można się porozumieć po angielsku, tak jak w większości miejsc czy instytucji. I jeszcze jedna cenna uwaga dla kobiet: panowie policjanci są zupełnie niewrażliwi na trzepotanie rzęsami, odgarnianie włosów itp. nasze standardowe gesty. W odpowiedzi na próby stworzenia sympatycznej atmosfery, można usłyszeć wyłącznie służbowe "Papieren bitte"..


Teraz zdań kilka o szwajcarskich zasadach ruchu drogowego.
Pieszy i rowerzysta na drodze są święci. Amen. 
W przypadku pieszego należy zawczasu przewidzieć, że jeśli zbliża się on do krawężnika, to prawdopodobnie będzie chciał przejść przez ulicę. Hamujemy łagodnie i czekamy z uśmiechem na ustach aż przejdzie. Szwajcar przechodzący przez ulicę będzie patrzył nam głęboko w oczy i podziękuje ruchem głowy. Odkiwnięcie z uśmiechem jest więc bardzo ważne.
Drogi w Szwajcarii są kręte i wąskie, jak to w górach. Uprawianie jazdy na rowerze jest bardzo popularne w tym kraju i rowerzystów można spotkać zarówno na szlakach pieszych jak i na zwykłych drogach. 
Rowerzysta jest priorytetowym uczestnikiem ruchu drogowego. 
Mając go przed sobą, zwalniamy do 20-30 km/h i czekamy, aż linia ciągła przejdzie w przerywaną; nawet jeśli z przeciwka nic nie jedzie, nikt nie wyprzedza.

Żółta tablica przy latarni to przystanek komunikacji publicznej Swiss Post.

Podobnie ma się sprawa z samochodem, który wlecze się przed nami. Wyprzedzamy tylko wtedy, gdy jest to dozwolone a wyprzedzanemu nie pokazujemy wymownym gestem, czy też nie daj Boże werbalnie, że mógłby szybciej. Klaksony w autach Szwajcarów to zbyteczny gadżet.
Szwajcar grzecznie trąbi tylko wtedy, gdy obcokrajowiec stoi swoim autem przed sygnalizatorem, na którym od  5 minut czerwone nie zmienia się na zielone, choć wokół ani żywego ducha czy innego pojazdu. Oznacza to: "Człowieku.. podjedź pół metra do przodu bo sygnalizator jest na fotokomórkę czy inny czujnik ruchu.." I wiecie, że światło zawsze się wtedy zmienia..?:)

W małych miastach, gdzie nie ma skomplikowanych układów drogowych i dużej ilości sygnalizacji świetlnej, ruch nawet w godzinach szczytu przebiega płynnie. 
W Zurichu rzeczywiście normą są korki, tak jak w każdym innym dużym mieście. Jeśli zmienia się światło a sznur samochodów nie posuwa się naprzód, ci z końca nie trąbią na tych z początku. Jeśli ktoś chce zmienić pas, czyli mówiąc po polsku "wepchnąć się", inni nie blokują go. Myślenie w kategoriach "Cwaniaczek.. widział, że jest zwężenie, myśli, że ktoś go teraz wpuści" po prostu tam nie funkcjonuje.

Foto: Patrik Iniger
A co powiedzielibyście, gdyby przed waszym autem szła kolumna krów? 
Podpowiadam - krowy w Szwajcarii są równie święte jak w Indiach...:).
Takie pochody zdarzają się dosyć często, bo Szwajcarzy uwielbiają krowie imprezy. O jednej można przeczytać TU.
Pewnie dla wielu taka jazda jest mało dynamiczna, ale za to jakże bezpieczna. To dlatego już 6 -letnie dzieci, ubrane w żółte odblaskowe kamizelki, same chodzą i przychodzą ze szkoły. Są nauczone, że przechodząc przez ulice, należy utrzymywać kontakt wzrokowy z kierowcą.
Szwajcaria jest prawdopodobnie jedynym krajem w Europie (jeśli nie na świecie), w którym wysokość mandatów za "zwykłe" przewinienia na drodze jest kosmiczna, nawet jak na możliwości finansowe Szwajcarów. Mówiąc "zwykłe", mam na myśli niewielkie przekroczenie prędkości czy wyprzedzanie na ciągłej, które chyba każdemu czasem się przydarzy. 
Wysokie mandaty idą w parze z dosyć wysokimi składkami za ubezpieczenie. OC nie jest przypisane do konkretnego samochodu, tylko do tablicy rejestracyjnej. Można więc mieć kilka aut i korzystać z nich przekładając tablicę. Takie auta bez tablic, stojące obok domów, na początku budziły lekką konsternację. A szoku doznałam, widząc faceta, który po zdjęciu tablicy ze zdezelowanego jeepa,  nie mógł się zdecydować, czy założyć ją do sportowego BMW czy terenowego Subaru.. Chciałabym mieć tylko takie dylematy:)

Wrocław, ul. Grabiszyńska
Moje ulubione przejście-wyzwanie :)
We Wrocławiu najbardziej zaskoczył mnie widoczny na każdym kroku brak kultury jazdy i prędkości rozwijane na ulicach. Sygnalizacja świetlna jest tak ustawiona, że pieszy na zielone musi czekać dosyć długo, potem trzeba wręcz przebiegać bo światło szybko zmienia się na czerwone. A kto nie zdąży przejść, musi się liczyć z tym, że połowa kierowców będzie trąbić a druga połowa ruszy do przodu. 
Na ulicach bez świateł, trzeba wziąć pod uwagę, że nadjeżdżające auto jest bardziej skłonne przejechać nam po butach (oby tylko po butach..) niż zatrzymać się i nas przepuścić. Co jeszcze rzuca się w oczy, to brak miejsc parkingowych. Osiedlowe ulice i chodniki są zastawione do granic wytrzymałości. Jestem pełna uznania dla umiejętności parkowania "na zapałkę". Efekty "wyparkowywania" w postaci stłuczonych reflektorów i sąsiedzkich pogawędek typu "Jak k...wa zaparkowałeś?!" słyszę przynajmniej raz w tygodniu..:).
Podczas naszych samochodowych wycieczek po Swisslandzie, najbardziej irytował mnie fakt, że w miejscach, gdzie były najładniejsze widoki, nie można było się zatrzymać! Bo w Szwajcarii nie parkuje się na dziko, tylko na wyznaczonych parkingach. Wszystkie parkingi są płatne. Nigdy nie widziałam aby ktoś kontrolował czas parkowania. Podejrzewam, że instytucja w stylu naszej straży miejskiej  czy parkingowych, w ogóle tam nie istnieje. Bo przecież przeciętnemu Szwajcarowi do głowy nie przyjdzie, że może parkować dłużej niż zapłacił.

Zapraszam wkrótce na 3 ostatnią część opowieści z wędrówek po Swisslandzie. 

2 komentarze:

  1. Kiedy odwiedzilas Szwajcarie i jak dlugo mialas okazje tu byc? ;) Post jak najbardziej trafiony :)

    Pozdrawiam,
    www.dookola-swiata-w-jeden-dzien.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szwajcarię zwiedzałyśmy z przerwami miedzy sierpniem a grudniem. Bardzo mi się tam podobało.Nigdy nie myślałam o emigracji ale tam mogłabym mieszkać:) Pozdrawiam

      Usuń