25 maja 2015

Stargard z wysokości

Podczas naszej ostatniej wizyty w Stargardzie ciągle Szczecińskim, Amelia wyraziła chęć zobaczenia miasta "z lotu ptaka". 
Pewnie zauważyliście już, że dosyć często latamy po różnych wieżach i punktach widokowych:) 
Czasem największą atrakcją jest samo wejście na taki taras niż widok z niego. 
Właśnie tak było w przypadku wieży kościoła NMP w Stargardzie. 
Mieszkając w tym mieście tyle lat, jakoś nie było po drodze tam wejść.

O Stargardzie pisałam już tutaj i tutaj

Kolegiata pw. Najświętszej Marii Panny Królowej Świata w Stargardzie, jest jednym z najpiękniejszych gotyckich ceglanych kościołów w Polsce. 
Ciekawe zdobienia i styl architektoniczny, nadają budowli unikatowy charakter. 
O historii Kolegiaty i jej wnętrzu, przeczytacie w następnym wpisie. 
Albo tylko zobaczycie... bo nie jestem pewna, czy ktoś będzie chciał czytać o cechach średniowiecznego stylu w architekturze, zwanego gotykiem:-)


Idziemy na wieżę. 
Wejście znajduje się w środku kościoła i jest biletowane -  3 zł bilet cały, 1,50 zł bilet ulgowy. 
Wieża jest wysoka na około 90 metrów i ma dwa tarasy widokowe. 
Pierwszy otoczony jest czterema wieżyczkami i znajduje się na zewnątrz. 
Drugi mieści się wewnątrz drewnianego hełmu wieży. 
Hełm to ta górna, najwyższa część wieży nałożona na ceglaną głowę. 
Wejście jest więc kilkuetapowe. 
Najtrudniejszy jest pierwszy odcinek. 
Schodki są wysokie, strome i kręte. 
Szyb, w którym się znajdują, zdaje się być węższy niż w innych wieżach kościelnych, które do tej pory zwiedziłyśmy.  
Amelia wdrapywała się dzielnie na czworakach. 
W trakcie "wspinaczki" przeżyłyśmy straszne chwile - zgasło światło i pozostałe kilkanaście metrów do pierwszego tarasu pokonałyśmy prawie po omacku, przy nikłym światełku z wyświetlacza telefonu.





Pierwszy, zewnętrzny taras.


Taras był przykryty sznurkową siatką z uwagi na gołębie, których na stargardzkim rynku jest bardzo dużo - prawie tak dużo, jak w Krakowie..;-)
Dzień był dosyć wietrzy i siatka fruwała na wszystkie strony. W powietrzu wirowały styropianowe kuleczki z przykościelnego remontu i drobinki piasku. Warunki mało sprzyjające do oglądania panoramy miasta. Popatrzyłyśmy chwilę na zasiatkowane miasto i schroniłyśmy się we wnętrzu wieży.



Aby dostać się na drugi taras widokowy, należało pokonać kolejne schody, zamontowane okrężnie wokół ściany wieży. Schody były betonowe ale barierka jakaś taka "ażurowa". Amelia robiła kilka podejść na te schody, zanim dała się przekonać, że nie możemy spędzić tu, w tej wieży reszty życia. 
Księżniczki z nas marne.., no i żaden książę sportowym mustangiem przecież tu nie wjedzie...;-)
W międzyczasie zrobiłyśmy sobie sesje zdjęciową na tym fajnym krzesełku. Zdjęcia wyszły arcyciekawe... idealne na halloween'owy wpis...

"Mam nie patrzeć w dół..?" - moje dziecko dzielnie wdrapywało się na górę.




Na ścianie umieszczono kolorowy plakat z wszystkimi gotyckimi zabytkami miasta, który ciekawie komponuje się z dwukolorową cegłą i drewnianymi belkami. 
Założę się, że powieszono go tu celowo, aby odciągał uwagę od schodków;-)


A potem kolejne schodki... jeszcze bardziej nowoczesne...
" Mam nie patrzeć w dół i na boki..?"
... i jesteśmy w końcu na szczycie wieży!  
Uff... ależ emocje...!!

Na tym tarasie okna były i zakratowane, i zasiatkowane ze względów bezpieczeństwa. 
I wiatr hulał, że ho hoo...! 
Ale obie byłyśmy przeszczęśliwe, że dałyśmy radę tu wejść, mimo pojawiających się po drodze wątpliwości. 
Amelia przełamała kolejny raz swój lęk przed wchodzeniem po schodach przy barierce i na otwartej przestrzeni.
A widoki...?  
Co tam widoki... droga to dopiero było coś!






























Ładny ten Stargard, prawda?

Pozdrawiam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz