7 kwietnia 2016

Wzgórze Partyzantów bez partyzantów


W centrum miasta Wrocławia, pomiędzy Dworcem Głównym PKP a Placem Dominikańskim, na niewielkim wzniesieniu nad fosą, znajduje się bardzo ciekawy obiekt albo raczej jego pozostałości. 
Od czasów powojennych, miejsce to jest nazywane Wzgórzem Partyzantów, choć nikt nie wie dlaczego.





Nieco ponad 200 lat temu, był tu Bastion Sakwowy stanowiący ważny element fortyfikacji miejskich wznoszonych na przełomie XV i XVI wieku. Bastion powstał w miejscu Bramy Sakwowej ufundowanej przez sakwiarzy - średniowiecznych rzemieślników zajmujących się wytwarzaniem siodeł. 
Na przełomie XVIII i XIX wieku ówczesny Breslau był jedną z najważniejszych pruskich twierdz. Otoczony trzema systemami murów i głębokimi fosami Odry i Oławy, był nie lada wyzwaniem dla Francuzów, którzy po zwycięstwie nad wojskami pruskimi w bitwie pod Jeną w październiku 1806r. już w grudniu znaleźli się pod Wrocławiem. Wojskiem dowodził Hieronim Bonaparte, najmłodszy brat Napoleona. Oblężenie i niemal nieprzerwany ostrzał miasta trwały prawie miesiąc, powodując liczne zniszczenia budynków i straty w ludności cywilnej. 
Breslau poddał się 3 stycznia 1807r. Dalsza obrona była bezcelowa i doprowadziłaby miasto do całkowitej ruiny. Jednym z warunków traktatu kapitulacyjnego było wyburzenie fortyfikacji miejskich. Ich rozbiórkę Francuzi rozpoczęli już w 1807r. 
Pozbawienia miasta takiej ochrony, paradoksalnie przyniosło same korzyści. Do tej pory Breslau był około 50 tys. ciasno zabudowanym miastem, brudnym i pełnym chorób, bez jakichkolwiek terenów zielonych i możliwości rozwoju. Powstawały, co prawda, przedmieścia ale ich zabudowa była nietrwała i chaotyczna. Zamieszkiwanie poza murami miasta nie było bezpieczne. Potwierdziło się to tuż przed francuskim oblężeniem - dowodzący twierdzą generał von Thile polecił spalić wszystkie zabudowania przed murami aby nadchodzący Francuzi nie mogli ich wykorzystać.


Brama Oławska i Bastion Sakwowy w 1807r. tuż przed rozebraniem. Zdjęcie pochodzi ze strony fotopolska.eu,  źródło Atlas architektury Wrocławia

Bastion Sakwowy wraz z częścią murów prowadzących do dzisiejszego Placu Jana Pawła II, rozebrano już w 1807r. Zgodnie z planami Hieronima Bonaparte, miała tu powstać promenada miejska. 
Era Bonapartów wkrótce się skończyła i pomysł nie został w pełni zrealizowany. Wzgórze przekształcono w punkt widokowy a w okolicy zaczęły powstawać kawiarnie i restauracje. Ale teren pozostawał ciągle własnością wojska. 


Dopiero w 1849r. armia udostępniło większą część wzgórza i możliwe było kontynuowanie planów budowy promenady miejskiej. W akcję mocno zaangażowali się bracia Gustaw i Adolf Liebich. Należeli oni do finansjery ówczesnego Breslau, dorabiając się fortuny na produkcji cukru. Liebichowie założyli fundację, która miała zająć się zagospodarowaniem Wzgórza Sakwowego. Po przedwczesnej, tragicznej śmierci Gustawa, młodszy Adolf postanowił kontynuować projekt z własnych środków, ku pamięci brata. Zatrudnił jednego z najlepszych ówczesnych architektów Karla Schmidta i tak oto powstał belweder - elegancki kompleks łączący włoską lekkość z angielską nonszalancją, jak wówczas mówiono, świetnie wpisujący się w otoczenie pełne restauracji, kawiarń i takich instytucji jak teatr i opera. 
Koszt inwestycji wyniósł 71 tys. talarów. Dla porównania roczny budżet miasta wynosił wtedy 30 tys. talarów. Budowę ukończono we wrześniu 1867r. a obiekt zgodnie z wolą inwestora został przekazany miastu, aby służył wszystkim mieszkańcom. 
To się nazywa "mieć gest"!
Adolf Liebich został wpisany na listę honorowych obywateli miasta a wzgórze przemianowano na Wzgórze Liebicha.
Fot.ze strony Wratislaviae Amici
Fot.ze strony Wratislaviae Amici


Przez cały XIX wiek, Belweder cieszył się ogromną popularnością. Stał się ulubionym miejscem spędzania czasu wrocławskiej śmietanki towarzyskiej. 
Był wizytówką miasta, rozpisywały się o nim gazety a każdy przyjezdny chciał mieć pocztówkę czy zdjęcie z tego miejsca. Wstęp na wzgórze był darmowy ale tzw. zwykli ludzie, robotnicy czy rzemieślnicy wiedzieli, że to atrakcja nie dla nich.
Funkcjonowała tam pijalnia wód, kawiarnia, restauracja a w godzinach porannych serwowano świeże krowie i kozie mleko. Organizowano różnego typu koncerty, przejażdżki gondolami po fosie a zimą jazdę na łyżwach.
Wzgórze tętniło życiem aż do 1942r. Sytuacja na froncie sprawiła, że pomieszczenia na pierwszym poziomie, wbudowane we wzgórze, zajęło wojsko a dawne kazamaty przekształcono w schrony przeciwlotnicze. 
W sierpniu 1944r. po ustanowieniu miasta twierdzą, przeniosło się tam na pewien czas dowództwo Festung Breslau. 
W kwietniu 1945r. zburzono wieżę widokową Belwederu, prawdopodobnie po to, aby nachodząca Armia Radziecka nie mogła jej wykorzystać do obserwacji i ostrzału miasta.








W czasach powojennych Wzgórze podzieliło los innych tego typu budynków. Zdewastowane, zaniedbane, porośnięte dziką roślinnością, wieczorami było omijane z daleka. Za dnia stanowiło miejsce zabaw dla dzieci, rozkładał się tam pchli targ, organizowano festyny i zabawy taneczne. 
Wzgórze nazywano wtedy Wzgórzem Miłości od błędnego skojarzenia nazwiska Adolfa Liebicha z niemieckim słowem liebe - miłość.
W 1952r. Miejska Rada Narodowa nadała wzniesieniu nową oficjalną nazwę: Wzgórze Partyzantów. 
Historycy przez lata próbowali dociec, co autor miał na myśli. 
Z pewnością nie chodziło o partyzanckie formacje Polski Podziemnej czy AK, bo w latach 50. ubiegłego stulecia temat był niepopularny. 
Jedynie słuszni wówczas "partyzanci" wywodzili się z szeregów Armii Ludowej czy Gwardii Ludowej, a po wojnie służyli ojczyźnie w strukturach Służby Bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej. 


W 1967r. na wzgórzu doszło do tragedii. 
Podczas studenckich juwenaliów, kamienna balustrada nie wytrzymała naporu tłumu i runęła na bawiący się niżej ludzi. 
Jedna osoba zginęła a 10 zostało ciężko rannych.
Przez lata wokół wzgórza narastało wiele mitów i legend. 
Przyczynili się do tego dawni mieszkańcy, którzy odwiedzając Wrocław opowiadali różne historie z czasów świetności Belwederu. 
Mówi się, że tam straszy i panuje zła energia.
I być może coś w tym jest. 
Miasto wydzierżawiło obiekt osobie prywatnej, która miała przywrócić temu miejscu dawny blask. Od lat jednak nic się tam nie dzieje. 
W kilku zaadaptowanych pomieszczeniach działa klub muzyczny i pub o kontrowersyjnej reputacji a remonty są kosmetyczne.



I tylko czasem jakiś zagraniczny turysta z mapą w ręku, zaintrygowany nazwą Partisan Hill, zapuści się na wzgórze i ze zdziwieniem odkrywa, że nie ma tu żadnego śladu po partyzantach.

Pozdrawiam...

7 komentarzy:

  1. Ciekawie przedstawiłaś historię tego miejsca. Pamiętam ten wypadek w 1967roku. Przebywałam w tym czasie we Wrocławiu. Dzisiaj wiele ciekawych obiektów nie ma szczęścia do świetności z przed lat.

    OdpowiedzUsuń
  2. Swietne zestawienie starych zdjec z nowymi :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Efekt wspaniały (jak zwykle). Taki wpis wymaga poświęcenia mu dużej ilości czasu. Fajnie się z Tobą podróżuje:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hm... Nie wiedziałem, że w centrum Wrocławia można znaleźć taką ciekawostkę :). Interesujący, pełen historii (coś dla mnie) wpis :D.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuje wszystkim za komentarze motywujące do pisania ambitniejszych tekstów:P-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pub o kontrowersyjnej reputacji? A o który chodzi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś była tam Reduta słynna na całą Polskę po sławetnej akcji "kominiarzy"

      Usuń