15 listopada 2016

O chłopcu, który miał marzenie - zamek w Urazie

Pan Andrzej Lipiński pierwszy raz zobaczył zamek w Urazie gdy miał 7 lat - tyle, co moja córka. Widok potężnej ruiny w gęstych chaszczach wywarł na chłopcu ogromne wrażenie. 
Później przyjeżdżał tu regularnie, jako nastolatek na rowerze 20 km z Wrocławia, jako dorosły którymś z odnowionych własnoręcznie aut. Patrzył jak zamek coraz bardziej niszczeje. Wiedział, że pewnego dnia będzie jego. A on go wyremontuje.

Uraz (niem. Auras), miejscowość położona na prawym brzegu Odry, 25 km na północ od Wrocławia. 
W Średniowieczu istniał tu gród należący do książąt wrocławskich, zarządzany przez kasztelana. Istniała tu przeprawa na Odrze i port a grodzisko pobierało cło od statków pływających na rzece.
Około 1319r. rycerz Andreas Radak rozbudował istniejący już zamek. Nie wiadomo dokładnie kiedy zamek powstał ani kto był jego fundatorem. Jedna z hipotez zakłada, że założycielem zamku był Zakon Templariuszy.
W 1344r. ziemie te przeszły pod panowanie czeskie a właścicielem zamku został Hancko von Auras. 
W kolejnych wiekach zamek miał co najmniej kilkunastu właścicieli, którzy dokonywali kolejnych modernizacji i przebudowań zgodnie z duchem epoki w której żyli.
  
W 1945r. zamek został podpalony przez zwycięską Armię Czerwoną. 
Po wojnie rozszabrowany z tego co pozostawili Rosjanie, służył miejscowej ludności za darmowy skład budowlany, z którego pozyskiwali cegły, deski i wszystkie inne przydasie. A kiedy nie było już czego brać, urządzono tam wysypisko śmieci. 
Dzieła zniszczenia dopełnił wiatr i mróz.
Można powiedzieć - nic nowego, taki sam los spotkał wiele poniemieckich zamków i pałaców na "Ziemiach Odzyskanych". Armia Czerwona w odwecie niszczyła i paliła wszystko, co spotkała na swojej drodze a napływająca na ziemie zachodnie ludność, nie miała świadomości jak cenne może być "poniemieckie barachło". Ba... nikogo to nie interesowało, ważne były codzienne problemy związane z przetrwaniem w trudnych czasach powojennych.

Zamek w Urazie to unikat w skali światowej. 
Malowniczo położony w zakolu Odry, otoczony był wałem ziemnym i fosą. 
"Składał się on z poligonalnego narysu murów obronnych, z budynkiem mieszkalnym w formie wieży wpisanej w zachodni narożnik obwodu, i baszty bramnej po stronie północnej. 
Wieża mieszkalna, początkowo trzykondygnacyjna, zbudowana została z rudy bagiennej i cegły na planie trójkąta równobocznego, o ostrych narożach wymierzonych w stronę miasta i Odry, powodujących "ślizganie" się pocisków po murze, a tym samym łagodzących przykre skutki ewentualnego ostrzału nieprzyjaciela - przy czym długość jednego boku wynosiła około 23 metry, a grubość ścian w dolnych partiach - około 2,5 metra." - źródło http://www.zamkipolskie.com/.

Mur poligonalny składał się z wielobocznych głazów o obrobionych powierzchniach stycznych. Stosowany bardzo często w starożytności. Stąd różne hipotezy na temat okresu budowy zamku.

"Była to konstrukcja niezwykle rzadka - prawdopodobnie na świecie istnieją tylko trzy zamki oparte na podobnym planie. Przyziemie i dwa piętra wieży przykryte były sklepieniami krzyżowo-żebrowymi, wspartymi na centralnie umieszczonych słupach, i przedzielone ściankami działowymi na trzy zbliżone kształtem i wielkością pomieszczenia na każdej z tych kondygnacji. W okresie późniejszych przekształceń budynek podwyższono o dwa kolejne piętra, wprowadzono nową kamieniarkę okien, a całość nakryto stromym trójpołaciowym dachem. Od północy przy dobudowanym trakcie umieszczono dwie wysmukłe, wieloboczne wieże, zwieńczone barokowymi hełmami. Wygląd rezydencji zmieniła całkowicie przebudowa neogotycka z XIX wieku." -  źródło http://www.zamkipolskie.com/.



W 2003r. Pan Andrzej Lipiński spełnił swoje marzenie - kupił zamek w Urazie, a właściwie to, co z niego zostało - totalną ruinę. Sprzedała luksusową willę pod Wrocławiem i zabrał się do roboty. Młodzieńcze marzenia o przywróceniu zamkowi dawnej świetności zaczęły się spełniać. Siły i entuzjazmu mu nie brakowało. 
Własnymi rękami usunął z zamku przeszło 600 ton gruzu, ponad 160 ton śmieci, oczyścił fosę, wykarczował wyspę... i zamieszkał w zimnych, średniowiecznych lochach.
Konserwator zabytków nie zgodził się na postawienie niewielkiego, drewnianego domku, w którym Pan na zamku mógłby zamieszkać na czas remontu. Bo nastąpi skaza krajobrazu.

W naszym pięknym kraju nie jest łatwo być panem na zamku. 
Pan na zamku powinien się przede wszystkim zaprzyjaźnić z konserwatorem zabytków o ile to w ogóle możliwe.... 
Jak się pewnie już domyślacie, Panu Andrzejowi nie udało się to. A nawet wręcz przeciwnie. Każda akcja, każda inicjatywa spotykała się z odmową urzędników.
Kiedy pojawił się jedyny poważny sponsor - Plus GSM ze swoją anteną - konserwator nie dał zezwolenia, bo nastąpi skaza widoku chronionego. A z tego mogłyby być pieniądze na remont.
To był dopiero początek urazy do Urazu...
"Stan zły chroniczny" - tak Pan Andrzej określał stosunki z wojewódzkim konserwatorem zabytków półtora roku po zakupie zamku.
Kup pan zamek a uprzykrzymy ci życie do końca życia. Tak można podsumować całokształt systemu ochrony zabytków w Polsce.
Niepojęte w tej historii jest to, że nikt z tzw. władz, nie dostrzega potencjału tkwiącego w tym miejscu.
Malownicza ruina przyciąga jak magnes. Zabezpieczenie/wyremontowanie jej w stopniu umożliwiającym zwiedzanie przyniosłoby same korzyści i dla wsi, i dla gminy.

    
Po latach walki z obojętnością urzędników i przeciwnościami losu, Pan Andrzej stał się bardzo nieufny wobec wszystkich, którzy czy to wiedzeni zwykłą ciekawością, czy rzeczywiście chęcią pomocy, próbują obejrzeć ruiny. Niektórzy nazywają go dziwakiem a nawet szaleńcem. Inni są pod wrażeniem determinacji z jaką od lat próbuje wskrzesić zamek. 

Na forach internetowych i stronach poświęconym zabytkom, znajdziecie apel:


RATUJMY ZAMEK W URAZIE
Drodzy Państwo.
Jesteśmy grupą przyjaciół, których od dawna połączyła jedna wspólna pasja: kochamy zamki, poznajemy legendy i uwielbiamy wszystkie te niesamowite historie, od których włos się jeży na głowie i mrówki chodzą po plecach.
Jakiś czas temu, dzięki artykułowi p. Anety Augustyn zamieszczonym w gazecie wyborczej (pt. 10 czerwca 2005 "O królu co wiadra nosił") poznaliśmy bohatera owego artykułu, pana Andrzeja Lipińskiego - człowieka, który w pojedynkę ratuje średniowieczny zamek w Urazie pod Wrocławiem. Jesteśmy z Wrocławia i wszyscy zgodnym chórem postanowiliśmy pomóc panu Andrzejowi w jego nierównej walce. Gdy odnaleźliśmy właściciela i ujrzeliśmy zamek nasz zapał "lekko" ostygł...
Ten wyjątkowy zamek powstał w XIII w. i jest jedynym tego typu zabytkiem zbudowanym na planie trójkąta w Polsce. Prawdopodobnie w Europie istnieje jeszcze jeden taki obiekt - we Francji. Zamek usytuowany jest w zakolu rzeki Odry, otoczony fosą i wałem ziemnym w miejscu tak urokliwym, że trudno przejść obok obojętnym. Niestety - ten unikat na skalę światową - zamek, który niegdyś miał ponad dwa tysiące metrów kwadratowych i nawet wojnę (niejedną) przeżył bez większych zniszczeń dziś jest obrazem nędzy i rozpaczy. W porównaniu z 1945 r., kiedy stał cały, pozostało z niego niewiele. Okoliczni mieszkańcy od końca wojny do niedawna traktowali zabytek jak swój własny wynosząc z niego co się dało - pozostałości po ostatnich właścicielach, cegły, deski, zbrojenia i wszelkiego typu materiał budowlany. Poza nimi pojawili się tzw. "poszukiwacze skarbów", którzy również skutecznie przyczynili się do ruinacji zamku. Po nich - jak to zwykle bywa - w zamku zagościły dzieci, menele, przygodni turyści i sporadyczni kopacze. Dzięki nim zamek zarastał śmieciami, straszył dziurami i odstraszał wszystkich pozostałych. Resztą zajął się deszcz, wiatr, mróz...
Pan Andrzej zastał zamek w opłakanym stanie. Od dawna zakochany w zamku postanowił go kupić. Właściciel sprzedał luksusową willę pod Wrocławiem i powoli odgruzowywał ruinę. Usunął z zamku przeszło 600 ton gruzu, ponad 160 ton śmieci, oczyścił fosę, wykarczował wyspę. Wtedy to pojawiły się kłopoty. Pan Andrzej stał się "niewygodny" nie tylko dla tych, którzy wylewali do fosy nieczystości, którzy nie mają gdzie bezkarnie wywozić śmieci. Pan Andrzej i jego pasja stała się też niewygodna dla wojewódzkiego konserwatora zabytków, który miast pomagać w ratowaniu wydaje się rzucać kłody pod nogi. Ciekawe gdzie był pan konserwator przez te wszystkie lata kiedy zamek popadał w ruinę?
Właściciel ze swoimi kłopotami mieszka sam w piwnicach zamku, gdzie chłodno, głodno i wilgotno. To fantastyczny facet i twardy człowiek, który zmienił swoje życie dla ratowania zabytku. Nie jest łatwy w rozmowie. Za dużo ludzi chciało mu pomóc interesownie, a zbyt wielu wykorzystało przeciwko niemu jego szczerość i zaufanie. Najważniejszy jest jednak zamek, jego XIII-XVIw. mury, ośmioboczna wieża, średniowieczne piwnice. Bez poważnych prac remontowo-zabezpieczających ruina nie przetrwa zimy. Zimy nie przetrwa także sam właściciel, bo albo szlag go trafi z nerwów w kolejnym urzędzie albo gruz go zasypie w tych lochach, w których mieszka. Nie dopuśćmy do tego...
Dlatego właśnie My - przyjaciele zamku w Urazie - jednocześnie apelujemy i prosimy o pomoc dla zamku. Jeśli macie jakieś pomysły, doświadczenia, znacie pomocnych, mądrych ludzi, którzy pomogliby ratować ten unikatowy zabytek a może ludzi lub instytucje, które mogą zainwestować swój czas i pieniądze prosimy o kontakt: ratujmyzamek@wp.pl .
Z góry dziękujemy za choćby zainteresowanie. 
                                                                            Tasman
Ten dramatyczny apel jest ciągle aktualny.

W 2005r. Pan Andrzej udzielił wywiadu dziennikarce Gazety Wyborczej - tutaj.
Z tego samego roku pochodzi artykuł w Wysokich Obcasach, w którym przedstawiono historię również innych właścicieli zamków - tutaj.
Tutaj w ramach akcji wielkiego zwiedzania zamkniętych na co dzień ruin, galeria zdjęć z sierpnia 2016r.

Pozdrawiam...

7 komentarzy:

  1. Czasami trudno dogadać się z konserwatorami, ze szkodą dla obiektów. Czasami jednak właściciele wydziwiają i przerabiają zabytek. Najgorsze jednak w tym jest to, że tyle zabytków niszczeje bezpowrotnie a zalewa nas era blokowisk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkowicie się z Tobą zgadzam. Kupujący zabytkowe obiekty często mają dziwaczne wizje. Jednak w tym przypadku chyba zabrakło odrobiny dobrej woli urzędników.

      Usuń
  2. Wiesz, ciekawa historia, ale wszystko psuje to, co napisałaś na wstępie o ludziach ze wschodu, którzy nie mieli świadomości jak cenne jest "poniemieckie barachło". Czy masz moralne prawo pisać tak o ludziach, którzy pochodzą z terenów, gdzie hitlerowcy zabijali, gwałcili i bombardowali? Jak możesz dziwić się ludziom, którzy przeżyli wojnę, jakiej my nie przeżyliśmy. Co w tym dziwnego, że niszczyli poniemieckie mienie, jeśli wcześniej Niemcy zbombardowali im domy? Obejrzyj sobie zdjęcia Warszawy w ruinach i lepiej milcz. Niemiec, to znaczy Niemiec, który mieszka w Niemczech w takich sytuacjach okazuje Polakom szacunek i milczy, bardzo często.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak się składa, że moja rodzina została przesiedlona tutaj ze wschodu a historie wojenne znam z opowieści dziadków. Fragment, o którym piszesz, to cytat z mojej Babci. Ich nie interesowały nawet te złote klamki i kryształowe żyrandole, bo potrzebowali cegieł i opału. Dopiero po latach przyszła refleksja, że te drewniane, rzeźbione krzesła, którymi palili w piecu, z siedzeniami obitymi czerwonym suknem (babcia uszyła z niego chustkę), pewnie były stare i wartościowe. Ja nie oceniam, taka była wtedy rzeczywistość.
      A co do ruin Warszawy...wszyscy wiemy, że do odbudowy Stolicy posłużyły cegły z równie mocno zniszczonego Breslau... jakby nie patrzył - też poniemieckie barachło, cytując znowu moją Babcię...

      Usuń
  3. No to Ci się dostało, czyli jesteś prawdziwą blogerką:) Od 2005 roku minęło sporo czasu, pokazałaś zdjęcia ruin a czy wiadomo co się dzieje z p.A.Lipińskim?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie komentarze są cenne, choć wolę te bardziej merytoryczne;-)
      Zamek ma współwłaściciela ale wydaje się, że póki co nie przekłada się to jakoś znacznie na jego stan techniczny. Byłam tam kilkanaście dni temu, ale nikogo nie zastałam. Wszystko jest szczelnie ogrodzone a drzewa (wtedy jeszcze z liśćmi) uniemożliwiają zobaczenie czegokolwiek. A Pan Andrzej, podobno ciągle tam mieszka...

      Usuń