9 grudnia 2016

Ruiny zamku Gryf - nie czyń podobnie...

Zamek Gryf to średniowieczna, malownicza ruina we wsi Proszówka, górująca nad drogą prowadzącą z Gryfowa Śląskiego do Mirska.
Według legendy, książę Bolesław Wysoki (1127-1201) w tym właśnie miejscu spotkał  parę gryfów – zwierząt o ciałach lwów, a głowach i skrzydłach ptaków. Książę odciął zwierzęciu łeb, z tętnicy szyjnej trysnęła krew, która zaznaczyła na skale kształt gniazda. Na pamiątkę tego wydarzenia książę postanowił wybudować tu zamek. Stąd wzięła się nazwa tego miejsca (Gryfia Skała – Greiffenstein) oraz herb. 
  
Zamek został wybudowany na wulkanicznym, bazaltowym wzgórzu na wysokości 462 m przez księcia głogowskiego Konrada I w XIII wieku na istniejącym starszym założeniu - grodzie Bobrzan. Do końca XIV w. znajdował się w rękach książąt świdnickich, później króla czeskiego Wacława IV. Od XV wieku przez prawie 400 lat był własnością rodu Schaffgotschów. Był kilkakrotnie rozbudowywany, powiększany i umacniany. Dwukrotnie był oblegany przez Szwedów, w 1639 zamek obronił się, lecz zdobyto go 1645 r. Sto lat później zajęły go wojska pruskie, a w 1778 był już silną twierdzą.  
Zamek podzielony jest na 3 części - górną, średnią i dolną. Najstarsza i najlepiej zachowana jest część górna mimo, że warownia była rozbudowywana w dół. W 1799r. rozpoczęto rozbiórkę zamku właśnie od dolnej część, materiał wykorzystując do budowy folwarku znajdującego się poniżej wzgórza. Od tego czasu zamek pozostaje w ruinie.
  
                         
   
Widoki z górnej części zamku
Jak każdy zamek i Gryf ma swoje legendy, zarówno te bardzo stare,jak i nowsze. 
Janusz Buca w "Tajemnice Dolnego Śląska"pisze: "z zamkiem związanych jest wiele ciekawych historii. Właściciel zamku od 1993 roku opowiadał, że na polu pod zamkiem są dziwne miejsca - puste miejsca pod ziemią, które dudnią, gdy się po nich chodzi. Być może to stare wyrobiska, a może tunele? Według legend spod zamku odchodzić miały cztery podziemne przejścia: w kierunku Gryfowa, Mirska, kaplicy w Proszówce i do pobliskiego kościółka. Wejścia do nich, podobnie jak osiemdziesięciometrowa studnia zostały zasypane.
Z zamku górnego prawdopodobnie prowadził tunel ucieczkowy poza mury twierdzy. 
W Gryfie znajduje się zbiornik ciśnieniowy. W jakim celu go zbudowano? Czy to jeden z elementów niemieckich instalacji? Po co również doprowadzono do zamku prąd? Poza tym w okolicy znajdują się także niewielkie pokłady złota, ale z uwagi na koszt eksploatacji, nikt nie zdecydował się na „wzbogacenie się”. Ponoć jest kilku „fachowców”, którzy wiedzą gdzie na zamku można coś znaleźć… Gryf jest bardzo dobrym miejscem do ukrycia czegokolwiek, ponieważ liczne przebudowy i rozbiórka znacznie zmieniły pierwotny kształt budowli."
  
Jedna z ciekawszych historii wydarzyła się współcześnie, w latach 60. XX wieku.
Otóż na zamku ukazała się Matka Boska.
"Wizerunek Matki Boskiej, który w latach 60-tych pojawił się na ścianie ruin zamku Gryf w Proszówce był bardzo popularnym tematem w Kotlinie Jeleniogórskiej...
Na jednej ze ścian ruin zamku Gryf wznoszącego się nad Proszówką, niewielką wsią położoną niedaleko Gryfowa Śląskiego, pojawiła się Matka Boska. Była druga połowa lat 60-tych XX-tego wieku, schyłek epoki „gomółkowskiej”, czas niezbyt sprzyjający cudownym objawieniom i świętym wizerunkom pojawiającym się nie tylko w kościołach, ale nawet na ścianach zabytkowych budowli.(...)Ówczesne socjalistyczne władze zareagowały bardzo szybko – wizerunek Matki Boskiej pojawiający się na widocznej z daleka ścianie zamku starano wytłumaczyć kwitnącym akurat rzadkim gatunkiem mchu, który jakoby upodobał sobie specjalnie zamkowe ruiny. Później, zimą – kiedy argumenty botaniczne straciły rację bytu, obecność Przenajświętszej Panienki starano się wytłumaczyć złudzeniem optycznym polegającym na odpowiednim oświetleniu ruin promieniami słonecznymi. Tłumaczenie to nie wytrzymywało również konfrontacji z rzeczywistością – Matka Boska widoczna była również w pochmurne, bezsłoneczne dni, a także po zapadnięciu zmroku...
Z dużym dystansem do „cudu w Proszówce” podeszły również władze kościelne; z legnickiej kurii biskupiej przyjechali księża, którzy w liczbie kilku zwiedzili zamek, sfotografowali ścianę z wizerunkiem Niepokalanej i odwiedzili proboszcza parafii w pobliskim Gryfowie Śląskim. Niedługo po tej wizycie do ruin dotarł również gryfowski proboszcz, który w towarzystwie ministrantów ruiny poświęcił wstrzymując się przy tym od jakiegokolwiek komentarza.
Nad podziw sprawnie działała natomiast krajowa „poczta pantoflowa” - do Proszówki zaczęli napływać pielgrzymi; najpierw pojawili się mieszkańcy pobliskich wsi i miasteczek, potem w grupach coraz bardziej zorganizowanych zaczęli przybywać także pątnicy z ościennych województw, jeszcze później coraz liczniej odwiedzali zamkowe ruiny mieszkańcy wszystkich regionów kraju. Bez przesady można powiedzieć, że na krótko Proszówka stała się jednym z centrów turystyki religijnej w Polsce.
Pomimo oświadczeń wydanych przez władze świeckie i kościelne, które w jednakowej mierze starały się zdyskredytować zjawisko liczba pielgrzymów przybywających do Proszówki nie malała, a nawet przeciwnie odnotować można było coraz większa rzeszę ludzi pragnących doświadczyć cudu na ścianie zamkowych ruin. Niemały udział w napływie pątników do ruin zamku Gryf miały wydarzenia, które w świadomości pielgrzymów powiązane były bezpośrednio z wizerunkiem Matki Boskiej jaki zagościł we wspomnianych ruinach.
Chodziło o cudowne uzdrowienia ludzi, którzy do Proszówki przybywali na kulach i wózkach inwalidzkich, a po udaniu się na zamkową górę wracali do domów o własnych siłach, stając się apostołami dobrej nowiny i mocy jakie zagościły w niewielkiej dolnośląskiej wsi. Takich cudownych uzdrowień, które odnotowano w tym czasie w Proszówce byłe rzeczywiście sporo; zaczęło się od tego, ze niewidoma kobieta z Jeleniej Góry doprowadzona do ruin niespodziewanie odzyskała wzrok. Niedługo później kilkunastoletnia dziewczynka ze Świeradowa, chorująca od urodzenia i poruszająca się na wózku inwalidzkim, zaczęła chodzić o własnych siłach. Szczególnie głośne stało się uzdrowienie mężczyzny z Gdańska, który do Proszówki przybył w ostatnim stadium choroby nowotworowej, kiedy lekarze nie dawali mu już żadnych szans.
Wszystkie te wydarzenia spowodowały, że do ruin zamku Gryf, w nadziei na cudowne wyleczenie zaczęli ściągać wszyscy, którym oficjalna medycyna nie potrafiła pomóc. Trudno dzisiaj powiedzieć czy kolejne uzdrowienia miały miejsce na zamkowej górze. Czas był bowiem trudny i niespokojny – w polskich uczelniach burzyli się studenci, na murach polskich miast ukazywały się nie tyle święte wizerunki, ile antykomunistyczne napisy... Na Pomorzu, a także w innych regionach kraju rozpoczynały się pierwsze strajki...
Wizerunek Matki Boskiej widniejący na ścianie zamkowych ruin w Proszówce, jakby w przeczuciu zbliżających się narodowych dramatów i tragedii, zaczął tracić swoją wyrazistość, aż w końcu którejś jesiennej nocy rozpłynął się zupełnie i zniknął..."- tekst Tadeusz Siwek http://artelis.pl/artykuly/29868/Matka-Boska-z-zamku-Gryf.
  
Od kilku lat zamek jest w rękach prywatnych. Właściciel obiektu skupia się tylko na jego dzierżawie. Cały teren jest otoczony prowizorycznym płotem a sam zamek wysoką drewnianą palisadą.
Obecny zarządzający to fundacja, której nazwę przeczytacie na zdjęciu. Za 15 zł od osoby za wstęp można jedynie pokręcić się po terenie i pofotografować. Nie znajdziemy tam żadnej tablicy informacyjnej o historii zamku (oprócz banerów na zewnątrz z nazwą fundacji) a człowiek, który otworzył nam zamek do zwiedzania, miał wiedzę mniejszą niż podstawy  z Wikipedii. 
               
Na terenie zamku trzymane są 2 psy na łańcuchach, które z pewnością nie są regularnie karmione... Nasuwa się pytanie po co trzymać i głodzić psy skoro zgodnie z tablicą przy wejściu, obiekt jest monitorowany?
Oprócz psich bud, ustawiono drewniane budki, domki, jakieś płotki... i krzyże, które wiszą prawie na każdym drzewie a dwa duże zostały przybite do średniowiecznych murów tego unikalnego zabytku! 
Jestem katoliczką, nie mam nic przeciwko krzyżom, w domu też mam powieszony... ale dla mnie to profanacja zabytku. 
Działania fundacji na zamku nie zachęcają ani do odnowy w Duchu Świętym, ani zwiedzania i polecania innym. Zarządzanie TAKIM obiektem przecież do czegoś zobowiązuje a teren zamku wygląda jak prywatny folwark.
Fundacja ma dosyć niestandardowe pomysły na pozyskiwanie środków. W 2015r. na murach zamku dostrzeżono powieszone anteny satelitarne. Więcej w tym artkule
Osoby, które zwiedzały zamek kilka lat wcześniej, twierdzą, że jego stan znacznie się pogorszył. Wygórowana opłata za wstęp z pewnością nie jest przeznaczana na utrzymanie ruin.
Od kilku lat zamek jest wystawiony na sprzedaż. 
Cena wynosi 1 mln zł.

3 komentarze:

  1. Komercja zaczyna powodować więcej szkód jak pożytku. Obawiam się, że więcej podobnych zabytków ulegnie całkowitemu zniszczeniu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że takie miejsce niszczeje. O losie zwierzaków nawet nie będę pisać, bo bym musiała użyć słów nieparlamentarnych...

    OdpowiedzUsuń