Pałac Marianny w Kamieńcu Ząbkowickim

Kamieniec Ząbkowicki to kilkutysięczna wieś położono 78 km na południe od Wrocławia. Można tu dojechać drogą krajową nr 8 w kierunku na Kłodzko lub Kolejami Dolnośląskimi czy pociągami REGIO w kierunku Międzylesie. Podróż koleją trwa około 1 godziny - szybciej niż autem!
Największą atrakcją Kamieńca jest XIX-wieczny, neorenesansowy pałac, zwany też zamkiem. Malownicza budowla z wieżami, posadowiona na wzgórzu już z daleka przyciąga wzrok. 
Na dworcu kolejowym w Kamieńcu na zwiedzaczy czeka miła niespodzianka - do pałacu wyznaczono szlak, który zaczyna się tuż przy budynku. Po przejściu pod wiaduktem kolejowym (świetna akustyka, można się pobawić w echo:)), szlak rozwidla się: do pałacu możemy iść w prawo przez wieś lub w lewo przez las. Wybieramy opcję przez las z nadzieją, że nie pobłądzimy. Okazuje się, że leśna droga jest bardzo dobrze oznakowana i po około 40 minutach spaceru, rozkoszowania się ciszą, zapachem i kolorami jesiennego lasu, docieramy do celu. Wcześniej zatrzymujemy się przy świeżo odremontowanym mauzoleum, przeznaczonym na grobowiec rodzinny spadkobierców właścicielki pałacu, królewny niderlandzkiej Marianny Orańskiej.
Urodzona w 1810 r. Wilhelmina Frederika Louise Charlotte Marianne - córka króla Niderlandów Wilhelma I Orańskiego i jego pierwszej żony Fryderyki Luizy Pruskiej (Wilhelminy von Hohenzollern), znana jako Marianna Orańska była postacią niezwykłą, która przerosła swoją epokę. Salony XIX-wiecznej Europy zapamiętały ją jako skandalistkę, która opuściła męża Albrechta Pruskiego (brata Wilhelma I późniejszego cesarza) i nieletnie dzieci, by żyć w nieformalnym związku z Johannesem van Rossumem - lokajem, koniuszym, bibliotekarzem a w końcu sekretarzem, powiernikiem i kochankiem. 
Natomiast na Ziemi Kłodzkiej, gdzie posiadała dobra ziemskie, nazywano ją Dobrą Panią, Matką biednych i sierot i Największą Dobrodziejką, a wiele miejsc do dziś zachowało w nazwie jej imię.
Kim więc była Marianna Orańska?  Z pewnością była kobietą bardzo odważną, a źródła mówią, że bystrością umysłu znacznie przewyższała swego męża. Małżeństwo z Albrechtem Hohenzollernem od początku było nieudane. Albrecht jako roczne dziecko stracił matkę. Był wychowywany wg konserwatywnych pruskich zasad a w wieku 10 lat wstąpił do armii zgodnie z tradycją panującą u Hohenzollernów. Całe jego życie definiowała wojskowa dyscyplina. 
Marianna, córka niezwykłych rodziców, była jego przeciwieństwem. Wrażliwa i empatyczna, posiadała ogromny zmysł artystyczny i jak powiedzielibyśmy dzisiaj - talent do robienia interesów.  Jako żona Albrechta, nie mogła przyzwyczaić się do sztywnej etykiety i zasad panujących na pruskim dworze. Kiedy odziedziczyła po matce majątek w Kamieńcu, bez żalu opuściła Berlin. 
Do Kamieńca po raz pierwszy przybyła z mężem w 1838r. Widok ze wzgórza wznoszącego się nieopodal dawnego opactwa cystersów tak ją urzekł, że postanowiła zbudować tu rodzinną rezydencję. Budowa wg projektu znanego pruskiego architekta Karla Schinkla rozpoczęła się już rok później.
W 1848r. prace przerwano z powodu rozwodu księżnej. Małżonkowie już od kilku lat żyli w separacji. Marianna nie tolerowała licznych zdrad męża a głośny romans z córką pruskiego ministra wojny Rozalią von Strauch był bezpośrednią przyczyną podjęcia decyzji o rozwodzie. Rozwód odbył się w atmosferze skandalu, Marianna bowiem była w ciąży z van Rossumem. Nałożono na nią infamię, zabroniono kontaktów z dziećmi. Na terenie Prus mogła przebywać tylko 24 godziny z obowiązkiem każdorazowego meldowania wjazdu i wyjazdu na policji. 
Prace wznowiono po 5 latach w 1853r. Księżna kupiła niewielką posiadłość w miejscowości Bila Voda na terytorium Austrii (dzisiejsze Czechy) oddalonej o 12 km od Kamieńca i w ten sposób mogła regularnie doglądać swoich dóbr.
Oprócz budowy pałacu poczyniła szereg inwestycji, które przetrwały do dziś, m.in. sieć dróg w rejonie Masywu Śnieżnika i Gór Bialskich czy 55 kilometrową drogę z Ząbkowic Śląskich do Nowej Morawy, na której znajdował się posterunek celny - kolejne źródło dochodu księżnej. Drogi umożliwiły rozwój osadnictwa i istniejących już wsi oraz rozwinięcie gospodarki leśnej. Księżna założyła 3 nadleśnictwa i zbudowała 26 leśniczówek, prowadziła nie tylko eksploatację drewna, ale również nowe nasadzenia. Drewno z jej lasów wykorzystywano jako budulec, ale też dla potrzeb przemysłu. W Stroniu Śląskim otworzyła hutę szkła, która istnieje do dziś. Na Hali Śnieżnickiej pod Śnieżnikiem założyła farmę szwajcarskich krów oraz wybudowała nowe schronisko wraz z gospodą, co zwiększyło dostępność turystyczną tych pięknych terenów. Schronisko istnieje do dziś. Z własnych środków finansowała Kasę Wdów, zakładała ochronki, szpitale, domy starców, szkoły a w czasie ogromnego głodu (1847r.) rozdawała żywność potrzebującym.
  
Budowę pałacu w Kamieńcu wraz z terenem wokół i kompleksem parkowym, oficjalnie zakończono po 33 latach w dniu 62 urodzin Marianny. Całkowity koszt budowy wyniósł 971 692 talary - równowartość 3 ton złota! 
Rok później wszystkie swoje dobra na Ziemi Kłodzkiej wraz z pałacem, Marianna przekazała w zarządzanie synowi Albrechtowi. Dzięki ustanowieniu fideikomisu na dobrach kamienieckich, potomkowie księżnej bez przeszkód zamieszkiwali w pałacu aż do zakończenia II wojny.
Marianna zmarła 1883r. w wieku 73 lat i zgodnie ze swoją wolą została pochowana w majątku w Reinhartshausen niedaleko Wiesbaden, zakupionego po rozwodzie z Albrechtem. Spoczywa obok van Rossuma, z którym spędziła 25 lat (nigdy nie wychodząc za niego za mąż!) oraz ich syna, zmarłego w wieku 12 lat.
Pałacowe wnętrza oraz tereny zewnętrzne były urządzane jeszcze do 1902r. W efekcie powstała monumentalna budowla wyglądem przypominająca szkockie czy angielskie zamki. Wnętrza zaplanowano jeszcze za życia Marianny, która bardzo dobrze wiedziała czego chciała.
Zbudowany na planie prostokąta pałac ma wymiary 73 metry na 48 metrów, cztery narożne wieże o wysokości 33 metry każda. Dwa wewnętrzne dziedzińce przedziela arkadowy krużganek. Całość jest otoczona murem z czterema basztami. W ciągu murów znajdują się wozownie i stajnie. Powierzchnia użytkowa pałacu to prawie 20.000 metrów.
 
I i II wojnę światową pałac przetrwał w stanie nienaruszonym. Niestety po zakończeniu II wojny rozpoczęło się sukcesywne rozkradanie i postępująca dewastacja. Dzieła zniszczenia dopełnił pożar w styczniu 1946r. Przez kolejne lata niezabezpieczony i bez nadzoru pałac chylił się ku całkowitej ruinie.  
W 1988r. obiekt został wydzierżawiony na 40 lat. Prywatny inwestor mimo ogromnych nakładów finansowych zdołał tylko częściowo zabezpieczyć pałac, aby nie ulegał dalszej dewastacji.
Po wygaśnięciu dzierżawy w roku 2012r. właścicielem pałacu została Gmina Kamieniec Ząbkowicki. I tak jak Marianna Orańska, kobieta niezwykła, która po latach zmagań z szykanami, ostracyzmem i przeciwnościami losu, z ogromną determinacją doprowadziła do wybudowania pałacu, tak Gmina Kamieniec systematycznie przywraca mu dawną świetność. 
 
 
 
Pałac od kilku lat jest udostępniony do zwiedzania. Tutaj informacje o godzinach zwiedzania z przewodnikiem i cenach biletów. Warto śledzić stronę internetową Pałacu, na której publikowane są informacje o ciekawych wydarzeniach cyklicznych i okolicznościowych jak Wiosna Tulipanów, Pożegnanie lata z Marianną czy turnieje rycerskie.
W Kamieńcu można również obejrzeć dawne zabudowania klasztoru cystersów wraz z XIII-wiecznym kościołem pod wezwaniem NMP, Kamieniecką Izbę Pamiątek oraz XIX-wieczny kościół ewangelicki, zwany czerwonym kościółkiem.


Pozdrawiamy serdecznie :-)

Tekst na podstawie:
palacmarianny.com.pl
www.wikipedia.pl
www.nasze sudety.pl
Ulotka informacyjno-reklamowa Pałacu w Kamieńcu

Komentarze

  1. To jest wspaniałe miejsce, konieczne odwiedzenia. Jak zwykle perfekcyjne zdjęcia. Pozdrawiam Was wędrowniczki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Olu. Miejsce jak najbardziej godne odwiedzenia, najlepiej o każdej porze roku.

      Usuń
  2. Ale piekna forteca. Moj znajomy bierze udzial w takich wydarzeniach bitewnych :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj w ten szary, jesienny, a może zimowy dzień. Chociaż pogoda....
    A tam chyba nie byłam, chociaż w okolicy byłam, a jeszcze częściej niedaleko przejeżdżałam. Czyli znowu mam coś do nadrobienia z naszego Dolnego Śląska.
    Nastał grudzień, miesiąc napełniony oczekiwaniem i nadzieją. W tym roku początek adwentu był dla mnie szczególny. Niespodziewanie wędrowałam moimi ukochanymi praskimi uliczkami. To dodało mi energii i optymizmu na te krótkie dni.
    Przepraszam, że dzisiaj piszę krótko, ale trochę mam zaległości.
    Dziękuję zatem, że nie zapominasz o mnie w te najdłuższe, czasem mroźne dni w roku. Bardzo mi teraz potrzeba ciepłych słów, które rozgrzewają, a ja nie lubię marznąć.
    Życzę Ci aby ten przedświąteczny czas był dla Ciebie jak najcieplejszy i radośniejszy

    OdpowiedzUsuń
  4. Nawet nie wiedziałam, że w Kamieńcu jest takie cudo. Następnym razem w drodze do Kłodzka trzeba zjechać z trasy ;) Pozdrawiam. Ola

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz